Z prawnego punktu widzenia…

…skoro się przyznałeś i dałeś swoje namiary… trudno się mówi (jak się gnój uprze, to Ciebie pozwie albo uszkodzenie mienia na Policji zgłosi). Ja coraz częściej mam ochotę celowo coś takiego zrobić. Z drugiej strony, chyba trudno coś takiego niechcący zrobić.

Ostatnio zgubiłem gumową osłonę od dźwigienki do blokowania stelaża w pozycji złożonej w wózku mojej małej. Głupia krowa, której mąż zaparkował na chodniku, tak, że ledwo się mieściłem z wózkiem, postanowiła otworzyć drzwi prosto w wózek.

Nie dość, że obiłem im te drzwi rzeczoną dźwigienką, to jeszcze miałem satysfakcje z wydarcia mordy na wsiowe towarzystwo z Fabiedy (gdyby tych drzwi babsztyl nie otworzył, nie patrząc, nic by się nie stało – szedłem od przodu i lusterko już mijałem z zapasem jakichś 2cm).

Samochód zostawili (do kościoła, chrześcijanie od siedmiu boleści, leźli).

Po chrześcijańsku wykonałem więc telefon na „986” (straż wiejska u nas w Lublinie) i podziwiałem mandacik za szybą, gdy 40 minut później tamtędy z psem przechodziłem.



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)