Re: Przeciez nie ma problemu

> Kwestia czy go przyjmiesz…

Kiedys w Warszawie, na poczatku lat 90. policja zajmowala sie, jak to nazwala gazeta, „polowaniem na jelenia”. Mechanizm byl zawsze taki sam – stoleczni stroze prawa wybierali skrzyzowanie i czekali na samochod zawierajacy wylacznie kierowce. Nastepnie, za skrzyzowaniem, zatrzymywali takie auto i tlumaczyli, ze sie nalezy, bo kierowca wjechal na czerwonym. Skromnie dodam, ze znalazlem sie w gronie tych „jeleni”. Utkwily mi w pamieci dwie sprawy:

1. gdy spytalem jakie mam szanse w sadzie, policjant z usmiechem stwierdzil, ze ich jest dwoch; potem dowiedzialem sie, ze nawet gdyby byl jeden, to w takiej sprawie, gdy brak jest dowodow i jest slowo przeciwko slowu, brane jest pod uwage to, co powie osoba zaufania publicznego

2. w momencie zatrzymywania chodnik opuszczal inny pojazd, a gdy obsluzono mnie, drugi policjant juz lapal nastepnego „jelenia” – takie to bylo niebezpieczne skrzyzowanie

Dodam, ze mandat wprawdzie przyjalem, ale go nie zaplacilem. System sciagania mandatow byl dziurawy, a ja traktowalem ten mandat jak naciagniecie, o czym utwierdzil mnie dosc obszerny artykul w gazecie lokalnej



Po ptokach. Beret sie sfilcowal… ZNOWU :))))

I niech tak juz zostanie.