Re: No i w koncu dopadlo jureeka…

> Zgadzam się, że nie jest to wcale takie proste. Przede wszystkim nie ma takiego

> prostego przeciwstawienia, które cały czas przedstawiasz, że z jednej strony j

> est władza, a z drugiej społeczeństwo.

W tak mlodej i aroganckiej demokracji jest.

> Przecież ci ludzie władzy też są częścią społeczeństwa.

„Folwark zwierzecy”, George Orwell, 1945 r.

> Drugie uproszczenie to takie, że przepisy ruchu drogowego przed

> stawia się jako narzędzie ucisku władzy nad społeczeństwem.

Prawdopodobnie nadmierne restrykcje nie sa w zamiarze narzedziem ucisku. Ale wobec nadmiaru i calkowitej bezkarnosci lokalnych kacykow w praktyce jest.

> A jak jest w uregulowaniach ruchu drogowego? Interesy jakich grup są niesprawie

> dliwie forowane?

Skoro panstwo pobiera od kierowcow haracz na stacji benzynowej to kierowcom cos sie nalezy. Panstwo jednak tego tak nie widzi i drog buduje zalosnie malo i od niedawna, z tego czesc tak drogich w uzytkowaniu, ze kierowcy beda je omijac. Zagarniete wiec na mocy ustaw pieniadze panstwo wydaje na inne cele (nie wnikam w racjonalnosc). Tak zlojonych kierowcow informuje sie, ze predkosc zabija, ze skrzyzowanie z polna droga wymaga wysepki i fotoradaru i… ponownie zarabia.

Zauwaz przy tym, ze bezpieczenstwo ruchu drogowego nie jest zadnym priorytetem. To bowiem uzyskuje sie nie przez bezmyslne stawianie ograniczen, a przez edukacje, budowe i prawdziwa modernizacje drog, a nie przez nieomal 100% koncentracje na szybkim zarobku z miernikow predkosci. Zanim czepniesz sie drugiej czesci tego zdania spiesze z doniesieniem, ze nie jestem przeciwnikiem pomiarow predkosci. Jestem przeciwnikiem metod stosowanych do pomiarow – czyli pomiarow glownie w miejscach, gdzie mamy doczynienia z nadmiernymi ograniczeniami oraz tego, ze reszta bardzo groznych wykroczen jest, jako wymagajaca minimum wysilku, albo olana, albo egzekwowana wylacznie przy okazj akcji.



Po ptokach. Beret sie sfilcowal… ZNOWU :))))

I niech tak juz zostanie.